niedziela, 24 Październik, 2021

|

Wchodzisz do sklepu, wybierasz potrzebne produkty, podchodzisz do kasy, podstawiasz dłoń do terminala, płacisz za zakupy i wychodzisz. Scena z powieści Stanisława Lema czy z „Cyberpunka”? Do niedawna jeszcze tak, dzisiaj – element rzeczywistości. Płacenie dłonią od jakiegoś czasu jest możliwe i powoli staje się codziennością.

Rewolucja dzieje się na naszych oczach?

Implanty podskórne nie są aż tak wielką nowością, jaką mogłyby się wydawać. Od kilku lat na rynku dostępne są chociażby implanty antykoncepcyjne. Mały pręcik lub kapsułka wykonane ze specjalnego rodzaju silikonu umieszczane są pod skórą. Zawierają określoną dawkę hormonów i zapobiegają zajściu w ciążę. Jednak takie wszczepy można potraktować jako element medycyny. Chip jako urzeczywistnienie ogólnego wyobrażenia o mikrokomputerze wszczepianym pod skórę, zapewniającym komunikację z zewnętrznymi urządzeniami został zastosowany już w 1998 roku. Kevin Warwick, dziekan Wydziału Cybernetyki Uniwersytetu w Reading w Anglii umieścił pod swoją skórą mikronadajnik, dzięki czemu był rozpoznawany przez sieć komputerową laboratorium. W 2017 roku w USA grupie ok. 40 pracowników wszczepiono chipy RFID pozwalające na otwieranie drzwi z pominięciem dotychczasowych breloków czy kart zbliżeniowych. Do tej pory najgłośniej było jednak o Szwecji, gdzie już trzy lata temu media podawały informację o liczbie 3500 osób z zaimplementowanym chipem płatniczym, pozwalającym także na monitorowanie stanu zdrowia i otwieranie drzwi.

Technologię stosuje już Amazon

Ostatnio coraz głośniej robi się o sklepach Amazon GO w USA. Markety zupełnie pozbawione obsługi i kasjerów, wyposażone w systemy kamer i czujników skanują zawartość koszyka i ściągają odpowiednią sumę za zakupy po tym, jak klient opuści sklep. Przed wejściem wystarczy zeskanować dłoń przy bramkach (skan dłoni jest powiązany z naszą kartą płatniczą). Testowane przez rok czasu rozwiązanie zostało niedawno wprowadzone do sieci Whole Foods Market (również należącej do koncernu Jeffa Bezosa), gdzie dostępne są jeszcze tradycyjne kasy. Klient podczas płacenia musi umieścić dłoń nad czytnikiem, który skanuje jego linie papilarne, wcześniej przypisane do konkretnej karty płatniczej.

Dostępne także w Polsce

Firma Walletmore kierowana przez Wojciecha Paprotę oferuje możliwość wszczepienia sobie implantu płatniczego wykonanego z biopolimeru i krzemowego układu scalonego. Urządzenie wielkości ziarenka ryżu posiada wbudowany chip NFC, dzięki czemu nie potrzebuje wewnętrznego źródła energii, a zasilane jest poprzez pole elektromagnetyczne terminala, z którego chcemy skorzystać – tak samo jak zwykłe karty płatnicze. Jak podaje strona producenta, całość operacji jest niezwykle prosta: najpierw należy założyć konto w specjalnej aplikacji, która pozwala na zarządzanie implantem, potem trzeba aktywować i doładować implant za jej pośrednictwem i umówić się na zabieg instalacji. Samo wszczepienie trwa ok. 15 minut i jest całkowicie bezbolesne. Zostaje jedynie malutka blizna. Przyjęło się, że najpopularniejszym miejscem na chip jest dłoń, co pozwala zrealizować futurystyczne wyobrażenie płacenia ręką, jednak teoretycznie taki implant można wszczepić w dowolne miejsce na ciele. Kosztuje to 199 € lub 99 €, w zależności od wybranego okresu ważności – na 2 lub 8 lat. Co za tym idzie, raz na jakiś czas trzeba będzie poddać się zabiegowi wymiany chipa, ponieważ ulegnie on przeterminowaniu, tak samo jak karta płatnicza.

Czy jest to bezpieczne?

Wydaje się, że każdy powinien rozważyć we własnym sumieniu, czy taka technologia będzie dla niego bezpieczna. Z jednej strony producenci zapewniają, że nie istnieje żadne ryzyko pod względem medycznym, które zagrażałoby prawidłowemu funkcjonowaniu naszego organizmu. Z drugiej zaś trzeba liczyć się z tym, że taki podskórny chip czy skanowanie dłoni podczas płacenia mogą ograniczyć naszą prywatność. Warto wysłuchać, co ma na ten temat do powiedzenia Jowan Österlund, założyciel firmy Biohax International, odpowiedzialnej za szwedzkie implanty.

Zdjęcie główne: Juan Pablo Serrano Arenas/pexels.com

Adam Zadrożny
Odwieczny samouk, naprawiający większość usterek metodą prób i błędów. Nie stawia sobie jednak żadnych ograniczeń i próbuje zajmować się wszystkim, co tylko się da - od prostych urządzeń mechanicznych, po skomplikowaną elektronikę. Fascynuje się nowoczesną technologią, ale większe zaufanie pokłada w niezawodność sprzętu z ubiegłego wieku.

Napisz komentarz